Był prawdziwym duszpasterzem. W trudnych
czasach walki z Kościołem głośno upominał się
o prawdę, wolność i sprawiedliwość. Nie bał się
mówić, że rządy, które kierują się kłamstwem
i przemocą upadają. Lepiej narazić się na prześladowanie,
niż zdradzić Pana Boga – przekonywał.

Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r. w każdą
ostatnią niedzielę miesiąca odprawiał Mszę św. w intencji Ojczyzny i tych, którzy za nią cierpią. Jego 
kazania podnosiły na duchu, umacniały. „Zło dobrem
zwyciężaj!” – powtarzał. Wiedział na co się naraża podejmując tę walkę. Zginął uprowadzony i zamordowany przez
funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa PRL.


Jednostka wojskowa w Bartoszycach. Razem z innymi
szeregowymi maszeruje po placu ćwiczeń Jurek Popiełuszko,
alumn seminarium duchownego. Dowódca ma na niego oko. Nie lubi niepokornych.
- To świecka jednostka! – krzyczy przyłapując go z różańcem w ręku. – Rzucić to na ziemię i podeptać. To rozkaz!  Żołnierze patrzą przerażeni. Niektórzy pewnie chcieliby szepnąć – rzuć, potem podniesiesz, ucałujesz, Pan Bóg ci przebaczy. Jurek wie, że za niewykonanie rozkazu grożą poważne konsekwencje karne. Mimo to ani drgnie. Są granice ustępstw. Wieczorem staje przed dowódcą plutonu. Na bosaka, w pełnym umundurowaniu z maską gazową na twarzy. To miało być zabawne, ale żołnierzom wcale nie jest do śmiechu. Patrzą na jego siniejące z zimna stopy, na plecy zgięte pod ciężarem wojskowego plecaka. Jerzy Popiełuszko to cierpienie ofiaruje Panu Jezusowi. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest wolny – powie kiedyś, już jako kapłan. Tym słowom pozostanie wierny do śmierci. Ksiądz Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany przez papieża Benedykta XVI, 6 czerwca tego roku.

Ewa Stadtmüller
Rys. Ł. Zabdyr