Małgosia i  Mateusz

Pobudka! – mama energicznym ruchem odsłoniła okno, wpuszczając do pokoju dzieci promyki wrześniowego słońca.
– Jeszcze minutkę – Małgosia schowała nos w poduszkę.
Mateusz nawet nie drgnął.
– Jeśli nie wstaniecie natychmiast, nie zdążycie do szkoły. Jak tak dalej pójdzie, spóźnicie się na Pierwszą Komunię Świętą – mama najwyraźniej straciła cierpliwość.
Widać ta ostatnia uwaga zadziałała, bo bliźniaki usiadły na łóżkach i otworzyły oczy. Kilka minut później siedziały już przy kuchennym stole, zajadając kanapki z serem.
Mama z uśmiechem zerkała na jasne czuprynki, niebieskie oczy i nieco zadarte, piegowate nosy duetu. Nie tak dawno uczyli się chodzić, mówić, a tu proszę, za kilka miesięcy przystąpią do pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej.
– W tym roku jest więcej religii – Gosia jakby czytała w maminych myślach – a potem trzeba będzie zdać egzamin z katechizmu.
– Wielki mi egzamin – wzruszył ramionami Mateusz. – Przecież już umiemy „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Wierzę w Boga”.
– Ale to ostanie jeszcze ci się myli – zauważyła Gosia.
– Bo w kościele po kazaniu mówi się trochę inaczej i dlatego – bronił się Mateusz.
– A ósme przykazanie? – nie dawała za wygraną Gosia.
– Spokojnie – zażegnała kłótnię mama. – Ten rok jest właśnie po to, abyście się jak najlepiej przygotowali do przyjęcia tego sakramentu.


 


Księga  ksiąg

– Moje buty! – krzyk Gośki postawił wszystkich na nogi. To, co trzymała w rękach Gosia, było kiedyś białymi adidasami. Obecnie przypominały buty trapera, który przedarł się przez bagna.
– Mateusz! – ton głosu taty nie wróżył niczego dobrego.
– Przepraszam. To był ważny mecz – z łazienki wychylił się skruszony winowajca – a w moich adidasach odkleiła się podeszwa.
– W czym ja teraz będę chodzić? – zawrzała Gosia.
– Kupimy Gosi nowe buty, a te zostawimy Mateuszowi na „wykończenie” – zdecydował tato.
– Pozostaje jeszcze sprawa zabierania cudzej włas­ności bez pytania – zauważyła mama.
Gdy wieczorem mama przyszła poczytać dzieciom na dobranoc, wzięła do ręki Pismo Święte.
– Przeczytam wam historię o dłużniku – powiedziała. – Był on winien królowi pieniądze. „Miej cierpliwość, panie, a wszystko ci oddam” – prosił. Król ulitował się nad nim i dług mu darował. Kiedy uszczęśliwiony dłużnik wracał do domu, spotkał znajomego, który winien mu był niewielką kwotę. Gdy okazało się, że nie może oddać, ułaskawiony przez króla wtrącił swego dłużnika do więzienia. Król dowiedział się o wszystkim i ukarał go. „Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeśli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.
– Ja przebaczam – powiedziała Gosia.
– Czy w Biblii są odpowiedzi na wszystkie pytania? – zainteresował się Mateusz.
– Przeczytasz, to się przekonasz – uśmiechnęła się mama. – Pismo Święte to to list Pana Boga do ludzi. Jest w nim wszystko, co naprawdę ważne. 



Ewa Stadtmüller
Rys. MOS